30.9.13

strefa



Warszawa - Żytomierz – Kijów – Czarnobyl – Prypeć - Pierwomajsk


Pierwszy raz w swoim dorosłym życiu wybrałem się na wycieczkę organizowaną przez biuro podróży. Po przeczytaniu kilku książek o Czarnobylu, obejrzeniu kilku dokumentów i dziesiątek fotorelacji, postanowiłem udać się do Strefy aby zobaczyć ją na własne oczy. Oczywiście zabrałem ze sobą aparat i obiecałem sobie zrobić zdjęcia nieco chociaż odbiegające od schematu: porzucone lalki, niszczejące książki, maski gazowe, dozymetry przykładane przez turystów gdzie się da, żeby stwierdzić „Yep. Jest promieniowanie”.
Nie udało mi się. Prypeć pochłonęła mnie bez reszty, fotografowałem na autopilocie ze szczęką opuszczoną z wrażenia. Postapokaliptyczny klimat tego miejsca jest nie do opisania i na pewno nie do ogarnięcia podczas jednej wyprawy.





Warszawa



Muzeum kosmonautyki w Żytomierzu. Niezbyt duże, eksponaty po części oryginalne, po części repliki. Mimo wszystko warto zajrzeć.




Pomnik Lenina w Żytomierzu



Hotel Tourist w Kijowie


  

Nocne widoki z hotelu Tourist w Kijowie.




 Droga do strefy czarnobylskiej.



  Czarnobyl.

 
Strzeż się czarnej wołgi! (strefa czarnobylska).



Wioska Zalesie – Dom Kultury




 Wioska Zalesie – przedszkole


Vasilena, nasza ukraińska przewodniczka, pokazuje foto słynnego bloku czwartego reaktora zrobione jeszcze przed katastrofą.

 

Czwarty reaktor.


Prypeć. 


Most śmierci. Tędy przebiegała ewakuacja niemal 50 000 mieszkańców Prypeci.




Hotel w centrum Prypeci kiedyś i dziś.



Centrum Prypeci.


Dom kultury „Energetik”



Portrety przywódców przygotowane na pochód pierwszomajowy, podobno nigdy nie użyte (katastrofa wydarzyła się 26 kwietnia).






Diabelski młyn i reszta wesołego miasteczka nie doczekała się swojego otwarcia planowanego na 1 maja 1986 roku.



kiedyś/teraz



Literka „M”, która odpadła z napisu „urząd miasta” w centrum Prypeci.


 Urząd miasta.





natura wróciła do miasta



Drugiego dnia zwiedzania Prypeci przyłączył się do nas Gerd Ludwig – niemiecki fotograf od lat dokumentujący strefę (dla National Geographic i na własne konto) oraz jego asystent Maxim.

Gerd pracuje nad kolejną publikacją na temat Czarnobyla – „The Long Shadow of Chernobyl”. Do ukończenia został mu ostatni rozdział o turystach odwiedzających strefę. Tak więc on fotografował nas, a ja jego.



Budynek jednej ze szkół zawalił się ostatniej zimy. Stalkerzy i złomiarze wynieśli z Prypeci co tylko się da, teraz natura kończy dzieła zniszczenia.



 Szkoła.


 Jeden z lepiej zachowanych budynków.




Kawiarnia „Prypeć” kiedyś i teraz.


Kino „Prometeusz”



 Ornamenty na budynku szkoły muzycznej.




Szkoła muzyczna, sala koncertowa.




Miejski stadion.

 To kiedyś musiała być ruchliwa ulica.


Budynek basenu. Wskazówki zegara wskazują godzinę katastrofy – przykład ingerencji turystów.


Sala gimnastyczna sąsiadująca z basenem.







Basen



Po zrobieniu tego zdjęcia zostałem zaatakowany przez rój rozwścieczonych os, z których jedna użądliła mnie w kark. Teraz czekam na ujawnienie się moich super mocy.




 Kolejna szkoła


Same trójki i czwórki. Klasa średniaków.

 
Kolejny przykład ingerencji turystów. Maski gazowe przeznaczone m.in. do ćwiczeń BHP składowane były w zamkniętym pomieszczeniu. Teraz rozsypane na korytarzu szkoły potęgują postapokaliptyczne wrażenie.


girls!

 Jedna z głównych ulic Prypeci przed katastrofą



 i teraz, z tego samego punktu widzenia

 
budynek widoczny również na poprzedniej fotografii sprzed lat



Dwa największe wieżowce w Prypeci  (16 pięter) nazywają się kolejno Fujiyama i Fujiyama Bis. My wdrapaliśmy się na ten drugi.


A oto pierwsza Fujiyama.







Prypeć z oddali wygląda jak zwykłe blokowisko.



Najlepsze miejsce na foteczki.


Gerd Ludwig miał szczęście odwiedzić Prypeć jeszcze w czasach, kiedy miasto wyglądało na ledwo co opuszczone. Chętnie i dużo o tym opowiada. Mi opowiedział o samochodach pozostawionych przez ewakuowanych mieszkańców. Zostały one tak napromieniowane, że absolutnie nie nadawały się do użytku, a wręcz stanowiły zagrożenie dla ludzi. Ówczesne władze postanowiły więc je zakopać. Po jakimś czasie do miasta wracali mieszkańcy, szabrownicy, stalkerzy. Większość samochodów została wykopana, a ich napromieniowane części sprzedane na giełdach w Kijowie. Jest to jeden z niezliczonych przykładów działania, przez które tak trudno do tej pory oszacować skalę katastrofy czarnobylskiej.



Takie tam z dozymetrem.

 
Pan Ludwig przy pracy.



16 piętro Fujiyamy bis. Te zwłoki psa leżą tu od dawna. W internecie można znaleźć zdjęcia tej psiny sprzed 2 lat – wyglądała identycznie, jak teraz.


Vasilena


Fujiyama Bis

 
Drugi, mniej znany znak „Prypeć”.



Nieukończona chłodnia kominowa niedaleko reaktora.


Czarnobylski sklepik. Ceny wyższe niż w Kijowie, głównie alkohol, artykuły spożywcze i brzydkie pamiątki dla turystów (kupiłem sobie koszulkę i breloczek!)


Punkt kontrolny na wyjeździe ze strefy. Tutaj sprawdza się, czy nie dostałeś zbyt dużej dawki promieniowania.




A to już baza rakiet atomowych w Pierwomajsku. Jedyne tego typu muzeum na świecie (ponoć jest jeszcze jedno w Arizonie, ale tam w większości stoją repliki rakiet). Fototapeta, rośliny doniczkowe i film dokumentalny na którym rosyjscy generałowie testują rakiety atomowe w rytm muzyki Tangerine Dream. 

 

Rakieta balistyczna „SATAN” miała siłę rażenia większą 500 krotnie od bomby zrzuconej na Hiroszimę. Teraz mieszkają w niej wróbelki.



 


Pojazdy do transportu rakiet.







Silos dowodzenia – ekspozycja muzeum.



Za tymi drzwiami znajduje się winda, którą się zjeżdża kilkadziesiąt metrów pod ziemię do centrum dowodzenia i odpalania rakiet atomowych.


Centrum dowodzenia pod ziemią. To tutaj był prawdziwy guzik atomowy, którym straszono podczas zimnej wojny. 



Pan przewodnik pozwolił mi i koledze zbombardować Stany Zjednoczone. Na trzy-cztery musieliśmy równocześnie wcisnąć odpowiednie guziki. Zapaliło się mnóstwo lampek kontrolnych i pan przewodnik poinformował nas, że za niecałe 20 minut USA przestanie istnieć. Wow.


Powrót do Polski, jeden z ostatnich postojów przed granicą.



Ostatnie zakupy na Ukrainie.

 Postój Polskiego Busa w Ostródzie. Jeszcze 2,5 godzinki i będę w domu.



PS. Kolory polaroidów (również w poprzednim poście) są bardziej niż przekłamane. Nie wiem dlaczego i nie zamierzam szarpać się z blogspotem.